sobota, 10 października 2015

Rozdział 18: Różowa mgiełka


            Severus Snape od zawsze uchodził za bezlitosnego nauczyciela, który pastwił się nad uczniami, kiedy tylko nadarzyła się okazja. Gnębił, wyzywał i odejmował punkty praktycznie za wszystko, jeśli miał taki kaprys. Tak było i tam razem w czwartkowe popołudnie. Mistrz Eliksirów już od ponad pięciu minut stał nad Nevillem Longbottomem i wyśmiewał jego nieudolne próby uwarzenia porządnego wywaru.
- Nie rozumiem jak można być tak głupim, Longbottom! Eliksir Rozdymający ma tylko trzy składniki… Trzy! A ty nie potrafisz ich zapamiętać, a co gorsza pokroić! Ten materiał był na drugim toku! Trzy lata. Trzy lata, Longbottom, na nauczenie trzech składników! Pokrzywa, oczy diabła morskiego i śledziona nietoperza. Bez żadnego podgrzewania, tylko krótkie mieszanie na koniec! To aż takie trudne?! – przerwał na chwilę i rozejrzał się po klasie. Ślizgoni z Draco i Blaisem na czele chichotali w najlepsze, natomiast Gryfoni, w tym ja, siedzieli w ciszy i mieli miny jak na pogrzebie.
- Biedny Neville… A tak się wczoraj uczył… - szepnęłam do Hermiony na tyle głośno, aby nie tylko ona to usłyszała. Widziałam, że osiągnęłam swój cel, kiedy Severus westchnął głośno i przetarł twarz dłonią.
- To chociaż powiesz jaki kolor końcowy powinien mieć ten eliksir? – spytał już trochę milszym tonem Neville’a, który ze wstydu stał się czerwony jak pomidor.
- P… pomarańczowy – wyjąkał chłopak, a Snape poklepał go po ramieniu.
- Dobrze, to teraz tylko zapamiętaj składniki, Longbottom – powiedział profesor, odszedł od Gryfona i usiadł za swoim biurkiem, po czym wbił we mnie spojrzenie typu „Zadowolona?”.
            Odpowiedziałam Snape’owi uśmiechem i zabrałam się za krojenie lekko wysuszonej śledziony nietoperza. Przyznam, że nie było to najmilsze zajęcie, ale cóż. Kiedy skończyłam, wrzuciłam pokrojone kawałki do mojego kociołka i zamieszałam jego zawartość. Po chwili eliksir przybrał kolor pomarańczowy, a ja z satysfakcją wyprostowałam się i zaczęłam stukać palcami lewej ręki o blat. Nagle ktoś stanął za mną, nachylił się i położył swoją dłoń na mojej. Spojrzałam w górę i momentalnie z mojej twarzy odpłynęła praktycznie cała krew. Jak zawsze pewny siebie Draco Malfoy patrzył mi w oczy i uśmiechał się bezczelnie półgębkiem. Wzięłam głęboki oddech i poczułam jego zapach. Cytrusowe męskie perfumy, Merlinie… Pachniał tak niezwykle, że aż zakręciło mi się w głowie. Trwało to kilka sekund, ale oprzytomniałam i zdałam sobie sprawę, że prawie wszystkie spojrzenia w tej sali są zwrócone na nas. Chrząknęłam i spiorunowałam Ślizgona wzrokiem.
- Co ty wyprawiasz?... – syknęłam cicho przez zaciśnięte zęby, starając się ukryć, że zaistniała sytuacja nie robi na mnie żadnego wrażenia.
- Niezły eliksir, McGrean – powiedział z kpiną, ignorując moje słowa i  jakby nigdy nic odszedł w stronę swoich wężowatych przyjaciół, pozostawiając mnie z głupim wyrazem twarzy. Co to, na Godryka Gryffindora, miało być?
            Harry i Ron jednocześnie wywrócili oczami, pokręcili głowami.
- Dupek – stwierdził Harry.
- Jak zawsze z resztą – dodał Ron i obaj się zaczęli nabijać z Malfoy’a.
- Musisz się przyzwyczaić, Line – Hermiona zwróciła się do mnie ze stoickim spokojem. – U tego pajaca takie zachowania są na porządku dziennym. Tym razem miałaś szczęście, bo nie mógł się do czego przyczepić, ale następnym razem nie musi być tak różowo.
- Dzięki, Herm, zapamiętam – odpowiedziałam z uśmiechem.
            Zacisnęłam obie dłonie i poczułam, że coś mam w lewej pięści. Okazało się, że to mała karteczka pergaminu złożona w kwadrat. Draco musiał mi ją wcisnąć, ale kiedy on zdążył to zrobić? Mój umysł był aż tak zamroczony? Szybko rozłożyłam liścik pod stołem.

            W piątek o siódmej przed wejściem na schody prowadzące na szczyt Wieży Astronomicznej. Ubierz się cieplej. Złamiemy parę zasad regulaminu szkolnego. D.

            Włożyłam liścik do kieszeni i schowałam twarz w dłoniach z nadzieją, że nikt nie zobaczył jak wielkiego buraka spaliłam. Czemu ten chłopak tak na mnie działał? No cóż, jak powiadają, zakazany owoc smakuje najlepiej, a Draco zdecydowanie był na Wielkiej Liście Rzeczy Zakazanych Przez Zakon, Rodzinę, Przyjaciół, Dom Godryka Gryffindora i Upierdliwego Toma z Hufflepuffu. Ba! Zajmował pierwsze miejsce! W sumie, to nie wiem dlaczego. Jeśli się postarał, to potrafił być miły. Może i był totalnym draniem dla innych, ale dla mnie… Ugh. Naprawdę polubiłam tego chłopaka… Tylko dlaczego doszłam do takiego wniosku na eliksirach?!
- Hej, wszystko w porządku? – Harry spytał mnie z przejęciem i tym samym wyrywał mnie z zamyślenia. – Jeśli nie podobało ci się zachowanie Malfoy’a, to przejdziemy do rękoczynów.
- Dokładnie – oznajmił Ron. – Chętnie skopałbym tyłek temu tlenionemu blondaskowi! – na usta Rona pojawił się złośliwy uśmiech i nagle zabrzmiał dzwonek ogłaszający koniec lekcji na dzisiaj.
- Ciebie też się to tyczy, Miona – powiedział Harry, kiedy chwilę potem wychodziliśmy z klasy i we czwórkę ruszyliśmy w stronę wieży Gryffindoru.
- Ale że jak? – Hermiona zmarszczyła brwii. – Mnie też pobijecie jeśli moje zachowanie nie spodoba się Evangeline? – spytała z rozbawieniem, wywołując salwy śmiechu.
- Dobrze wiesz, że nie o to chodzi – powiedział Harry, gdy trochę się opanował. Wymienił porozumiewawcze spojrzenie z Ronem.
- Jesteście dla nas praktycznie jak siostry i nie pozwolimy, aby ktoś tak po prostu was obrażał – oświadczył z powagą Weasley.
- Zatem, jeśli stanie się cokolwiek, co sprawi, że źle się poczujecie, macie natychmiast nam o tym powiedzieć. Już my weźmiemy sprawy w swoje ręce… Ej, ej! Nie płaczcie! – dodał Harry, ale już było za późno. Razem z Hermioną miałyśmy oczy pełne łez. Mało brakowało, a rozpłakałybyśmy się jak małe dzieci.
- To po prostu… - wyjąkała Hermiona, przecierając oczy rękawem szaty. – Jesteście cudowni.
            Chwilę później całą czwórką tuliliśmy się na środku korytarza, przyciągając uwagę wszystkich przechodzących obok uczniów. Że też zebrało nam się na czułości w takim miejscu… Jednak w tamtej chwili żadne z nas się tym nie przejmowało. Mówią, że Hogwart jest jak drugi dom. W tamtym momencie odczułam to z podwojoną siłą. Nie wiem, jak poradziłabym sobie bez tej szkoły, moich przyjaciół, ciągłych zaskoczeń, przekomarzania z Severusem i nawet bez Umbridge (która, tak na marginesie, wymiotowała już tylko kijankami, od których roiło się na podłogach w całym zamku). To był mój świat, mój nowy, magiczny świat.
- Może i znam was krótko, ale już wiem, że was kocham. Wszystkich. Bardzo, bardzo – powiedziałam z uśmiechem, co chwila pociągając nosem.
- My ciebie też! – odpowiedziała Miona, ściskając mnie mocniej.
- Chwila… - Ron wciągnął głośno powietrze. – Przecież ty możesz znaleźć się w ciele tych, których kochasz… - zastanawiał się na głos. – Ups! Muszę zacząć uważać, co robię na osobności!
- RON! – krzyknęła Hermiona, a ja i Harry zaczęliśmy się dusić ze śmiechu.
***
            Na kolacji wszyscy mieli dobre humory, ale Lizzy i Ron chyba trochę przesadzili z dawką śmiechu ta ten dzień. Siedzieli przyklejeni jedno do drugiego niczym papużki nierozłączki, co chwila mówili sobie coś na ucho i chichotali jak małe dziewczynki na widok idola. Po pięciu minutach było to jeszcze do zniesienia, ale po dziesięciu…
- Szykuje nam się niezła akcja – szepnęłam do Harry’ego, który z dziwną miną przyglądał się przyjacielowi.
- Mam nadzieję, że będzie to coś wielkiego, przez co zapomnę, że widziałem Rona zachowującego się jak nastolatka – wymamrotał Harry, po czym zaśmialiśmy się oboje.
- Och, błagam was! Wy też? – jęknęła Hermiona, przerywając niezwykle interesujące grzebanie łyżką w budyniu waniliowym.
            Razem z Potterem chcieliśmy zaprzeczyć, lecz zostaliśmy wyprzedzeni przez jakiś dziwny odgłos, który usłyszeli wszyscy znajdujący się w Wielkiej Sali. Zapadła grobowa cisza i oczy zgromadzonych powędrowały w stronę stołu nauczycielskiego. Profesor Dumbledore i McGonagall uśmiechali się lekko, Snape zakrywał usta ręką. Na pierwszy rzut oka nic nie było nadzwyczajne w tym widoku, gdyby nie różowa mgiełka unosząca się nad belframi. Nagle znowu rozległ się ten sam dźwięk. Potężne pierdnięcie zatrzęsło całą salą i już było wiadomo, skąd pochodziło. Profesor Umbridge, ledwo zauważalna przez gęste opary różowej mgły, starała się jak najmocniej wbić w swoje krzesło. Minęło kilka sekund, kolejne pierdnięcie i nowa dawka słodko wyglądającego dymu. Aż otworzyłam usta ze zdziwienia…
            Pierwszy ryknął Slytherin śmiechem tak głośnym, jakby do Wielkiej Sali wpadło kilka tysięcy szczęśliwych fanów rugby. W ślady za nim podążył Gryffindor i Hufflepuff, a na samym końcu, by wyjść na tych bardziej przyzwoitych, Ravenclaw. Nauczyciele zwijali się i dusili w sobie emocje. Profrsor Sprout nawet podeszła do Umbridge, aby ją pocieszyć, ale ta odepchnęła ją, krzyknęła coś i wybiegła czym prędzej do swoich żabich komnat, wrzeszcząc coś na wzór "Zapłacicie mi za to!", pierdząc różem i plując kijankami na zmianę.
            Nie musiałam się dłużej zastanawiać, czyja to sprawka. Lizzy i Ron aż tryskali dumą i z niemałą satysfakcją podziwiali efekty kawału. Trzeba było przyznać, że wykonali dobrą robotę. To była ich mała chwila chwały, a tak dokładnie piętnaście minut. Po tym czasie większość uczniów udała się do dormitoriów lub jak my, do biblioteki. Po drodze słyszeliśmy różne komentarze na temat kawałów robionych znienawidzonej profesorce.
- Najpierw ropuchy, teraz gazy, ciekawe, co dalej! – mówił do kolegi zafascynowany pierwszoroczny Puchon.
- Niech tylko dowiem się, kto stoi za tym wszystkim! Muszę postawić mu skrzynkę ognistej whisky! – krzyknął siódmoklasista z Domu Węża. Razem z dziewczynami z trudem powstrzymałyśmy Rona i Harry'ego przed przyznaniem się do tego, że to oni wpadli na akcję z żartami.
            Cały hałas i wszystkie krzyki ustały wraz z momentem zamknięcia drzwi do biblioteki. Całą grupą ruszyliśmy między regały w poszukiwaniu przytulnego i wygodnego miejsca na naukę. Kiedy już takowe się znalazło, nadszedł czas na małe przesłuchanie.
- Teraz gadajcie – odezwał się rozbawiony Harry. – Tak genialny żart musiał być pewnie dokładnie przygotowany!
- Jak to zrobiliście? – spytałam podekscytowana. – I jak na to wpadliście?
- Wszystko zaczęło od tego, że pewien Krukon z szóstego roku złapał ostrą biegunkę. Co chwila latał do toalety, a jak wychodził z niej na chwilę, to puszczał niemiłosierne gazy – zaczął wyjaśniać Ron. – Razem z Lizzy byliśmy świadkami tego przykrego widowiska. Wtedy zrodził nam się w głowie pomysł: Czemu nasza kochana pani profesor też nie ma tak cudownie pierdzieć? – zaśmiał się, a Hermiona przewróciła oczami, po czym schowała się za wielkim tomem Zaskakująco przydatnych eliksirów.
- Po długich rozmowach wyszło na to, że zaczarowaliśmy jej porcję jedzenia zaklęciem pierdzenia natychmiastowego, a wszystko posypaliśmy niewidzialnym proszkiem, który dodał różowy efekt gazów – dokończyła Lizzy i przybiła z Ronem piątkę.
- Chwila… Jak zaczarowaliście jej jedzenie? – spytał Harry, marszcząc brwi.
- I skąd mieliście ten proszek? – dodałam.
- Co do jedzenia… Mamy wtyki u skrzatów z kuchni – Ron dumnie wypiął pierś.
- A magiczną posypkę przemycili dla nas zaprzyjaźnieni siódmoklasiści z Hufflepuffu. Kupili ją u Zonka w Hogsmeade – Lizzy spojrzała na Rona. – Warto było wydać te trzy galeony!
            Chwilę jeszcze pogadaliśmy o kawałach, po czym zaczęliśmy się uczyć i odrabiać prace domowe. Lizzy musiała napisać esej na dwie strony na transmutację, zaś gryfońska część naszej grupy miała za zadanie znaleźć najdziwniejsze eliksiry dla Snape’a. Zadanie było dopiero na poniedziałek, ale woleliśmy mieć to już z głowy. Przekartkowując książki trafiłam na takie eliksiry jak rozśmieszający, powodujący całodobową czkawkę, przeczyszczający, a nawet natychmiastowego zaniku kości. W pewnym momencie gdzieś koło zamku uderzył piorun i rozległ się taki grzmot, że nieliczni obecni w bibliotece podskoczyli z przerażenia.
- Harry, jestem bardzo ciekawa… - zaczęła ni stąd, ni z owąd Hermiona, głośno zatrzaskując trzymaną przez siebie książkę. – Myślałeś może od czasu naszej sobotniej rozmowy o obronie przed czarną magią? I nie chodzi mi tutaj o lekcje z Umbridge. Mam na myśli pomysł mój, Rona i Lucy – moje imię wymówiła ciszej, chociaż w bibliotece nie było prawie nikogo poza nami.
            Harry powoli odłożył Azjatyckie antidota przeciw truciznom na stolik obok i westchnął głośno. Też oderwałam się od lektury, bo chciałam wiedzieć, czy coś się zmieniło w związku z tym tematem.
- No więc… - powiedział Potter po chwili milczenia. – Tak, myślałem nad tym trochę.
- Iii…? – Hermiona spojrzała na niego wyczekująco.
- Ech… Nie wiem – Harry popatrzył na mnie, Lizzy i Rona, jakby szukał ratunku z tej sytuacji.
- Od początku uważałem, że to dobry pomysł, stary – rudzielec klepnął Harry’ego po ramieniu i uśmiechnął się przyjaźnie. – Zobaczysz, będzie świetnie!
- Ale pamiętacie, jak mówiłem wam, że zawsze miałem mnóstwo szczęścia?... – czarnowłosy zaczął nerwowo ściskać dłonie tak, że kłykcie mu pobielały.
- Tak, pamiętamy – odezwała się spokojnie Miona. – Ale nie będziemy udawać, że jesteś zły w obronie przed czarną magią. Jako jedyny potrafiłeś w zeszłym roku obronić się przed Imperiusem, wyczarowałeś cielesnego patronusa. Potrafisz wiele innych rzeczy, o których niektórzy, nawet dorośli, mogą tylko pomarzyć, Harry. Pamiętasz Wiktora Kruma z Durmstrangu? Rok temu był w siódmej klasie i mówił mi, że nawet on tyle nie potrafi. Rozumiesz? Byłeś wtedy na czwartym roku i już przewyższałeś siódmoklasistę!
- Znowu się zaczyna… - bąknął Ron. – Wikuś to, Wikuś tamto…
- Zamknij się, Ron – warknęła Hermiona.
            Z trudem powstrzymałam chichot, patrząc na wściekłą przyjaciółkę. Wiktor Krum był pierwszą, odwzajemnioną miłością Hermiony. Spędzali ze sobą dużo czasu, byli razem na Balu Bożonarodzeniowym i takie tam. Niestety Wiktor mieszkał w Bułgarii i po Turnieju Trójmagicznym musieli się rozstać. Zawsze, jak Hermiona o nim mówiła, miała małe iskierki w oczach.
- Ale chyba nie utrzymujesz z nim kontaktu, co? – spytał podejrzliwie Ron.
            Oj utrzymuje, utrzymuje, Ron! Sowy aż płoną, kiedy lecą z Hogwartu do Bułgarii i na odwrót!
- A nawet jeśli, to nie powinno cię to interesować, Ronaldzie! – Hermiona, zarumieniona jak nigdy, aż ciskała piorunami z oczu. – Mogę mieć przyjaciela, do którego piszę od czasu do czasu!... To jak, Harry?! – zwróciła się nagle do Pottera, który już myślał, że uniknie niewygodnego tematu. – Będziesz nas uczył, czy nie? – dodała spokojniej i łagodniej.
- Ale tylko ciebie, Lizzy, Toma, Lucy i Rona… tak?
- No… - powiedziała przeciągle Hermiona. – Słuchaj, tylko się nie denerwuj, okay? Bo ja uważam, że powinieneś uczyć każdego, kto chciałby się nauczyć bronić. Znaczy się bronić przed V… Voldemortem. Nie byłoby sprawiedliwe, gdybyśmy nie dali szansy innym.
- Wątpię, aby ktokolwiek inny chciał, żebym go uczył. Przecież wszyscy mają mnie za idiotę i kłamcę.
- Myślę, że możesz być nieźle zaskoczony, Harry – wtrąciła się nagle Lizzy, która od początku słuchała rozmowy z wyraźnym zainteresowaniem. – W Hogwarcie jest wiele osób, które z chęcią cię wysłuchają – czarnowłosa przeniosła wzrok z zszokowanego Pottera na uśmiechniętą od ucha do ucha Hermionę. – Stoję murem za pomysłem Granger. To byłoby nie fair, gdybyśmy tylko my umieli porządnie odpierać ataki Sami Wiecie Kogo.
- Dziękuję, Lizzy – Miona wyprostowała się i ponownie zwróciła się do Harry’ego. – W pierwszą sobotę października możemy wyskoczyć do Hogsmeade, wiesz? Może powiemy każdemu, kto będzie zainteresowany, że spotkamy się tam i postaramy się omówić sprawę?
- Dlaczego musimy to zrobić poza szkołą? – spytaliśmy równocześnie z Ronem.
- A dlatego że nie wydaje mi się, by Umbridge była zadowolona, gdyby się dowiedziała, co knujemy za jej plecami – Hermiona powiedziała ze złośliwym uśmieszkiem, po czym wszyscy udaliśmy się do wyjścia z biblioteki.
***
            Szłam powoli najdłuższym korytarzem w zamku. Moje kroki odbijały się echem po opustoszałej szkole, jak w prawdziwym filmie grozy. Moje serce zabiło szybciej. Byłam za razem przerażona, jak i podekscytowana. Przystanęłam na chwilę i rozejrzałam się wokoło. Światło księżyca wpadało srebrzystym blaskiem przed ogromne okna i oświetlało kamienną podłogę, która dzięki temu wyglądała niezwykle magicznie. Uśmiechnęłam się lekko do siebie. To właśnie było piękno Hogwartu nocą. Wszechobecna cisza i tajemniczość wisząca w powietrzu. Podmuch wrześniowego wiatru wyrwał mnie z zamyślenia. Przez moje ciało automatycznie przeszedł dreszcz. Ktoś był w pobliżu i najprawdopodobniej otworzył okno… Irytek? FIlch? Jakiś nauczyciel albo uczeń? Bez zastanowienia ruszyłam pędem w stronę Wieży Astronomicznej.
- Nie tak szybko, panienko! – wołały za mną postacie z obrazów.
- Co tu robisz o tej porze? Już niedługo cisza nocna…!
            Nie zatrzymywałam się ani nie odpowiadałam. Nikt żywy nie mógł mnie zobaczyć, bo to stworzyłoby niepotrzebne pytania i zainteresowanie. Zmęczona, z obolałymi nogami dotarłam w końcu na miejsce. Usiadłam na zimnym schodku, oparłam głowę o ścianę i wzięłam głęboki oddech. Kręciło mi się w głowie i słyszałam pulsowanie krwi w moich żyłach. Nigdy więcej nie będę biegać po Hogwarcie, nigdy! Chyba, że najpierw wezmę się porządnie za moją kondycję…
- Już myślałem, że nie przyjdziesz – usłyszałam niski głos, który dochodził ze szczególnie mrocznego kąta jakiś metr ode mnie.
            Spojrzałam w tamtą stronę. Draco Malfoy zrobił dwa kroki do przodu, zatrzymując się tuż przede mną. Wstałam i przyjrzałam mu się. Światło księżyca padało na jego twarz i włosy sprawiając, ze wyglądały na zupełnie białe. Błękitno-stalowe oczy blondyna lśniły, a na ustach błąkał się lekki uśmieszek.
- Cześć, McGrean – powiedział pewnym siebie tonem, na co ja prychnęłam.
- Hej, Malfoy – odpowiedziałam i szturchnęłam go lekko w ramię.
            Po chwili milczenia i głupkowatych spojrzeń, Draco chwycił mnie za rękę i razem poszliśmy schodami w górę. Miał chłodną dłoń, ale po moim ciele i tak rozeszło się przyjemne ciepło. Zaskoczył mnie tak śmiałym ruchem.
- Mówiłaś komuś z kim się spotykasz? – spytał blondyn pokonując kolejne stopnie.
- Nie... ale Hermiona, jak to ona, pewnie się domyśla – zaśmiałam się cicho, kiedy przypomniałam sobie minę Miony typu „Nie pakuj się w to, Lucy. Z tego nie wyjdzie nic dobrego!”.
- Ech, ta Granger – powiedział kpiąco Malfoy.
- Odpuść – powiedziałam ostro, ściskając jego rękę jeszcze mocniej. Nie będzie obrażał moich przyjaciół. Nie przy mnie. – A ty? Ktoś od ciebie wie, że widujesz się z mugolaczką? – wróciłam do pierwotnego tematu.
- Tylko Blaise, jest dla mnie jak brat, więc uznałem, że ma prawo wiedzieć, nawet jeśli nie popiera moich decyzji… Wiesz co? – Draco zatrzymał się i pociągnął mnie za dłoń tak, że znowu staliśmy twarzą w twarz. – Czy podczas naszych spotkań moglibyśmy zapominać o tej całej hierarchii krwi? Bądźmy tylko zwykłymi Draco i Evangeline.
            Stanęłam jak wryta i otworzyłam oczy jak najszerzej mogłam, ale nie zobaczyłam ani cienia sarkazmu na twarzy Dracona.
- Zaczynasz mnie zaskakiwać, Draco. Jestem na tak.
            Pięć minut później, zmęczeni i zdyszani, dotarliśmy na szczyt Wieży Astronomicznej. Podeszłam do barierki i zaczęłam podziwiać otaczający mnie świat. Światło księżyca odbijało się od okien i dachówek Hogwartu. W oddali wioska Hogsmeade mieniła się różnymi kolorami. Zakazany Las wyglądał jeszcze bardziej tajemniczo, niż zazwyczaj. Zaciągnęłam się powietrzem. Najpierw poczułam cudowny zapach sosny i żywicy, a zaraz potem cytrusowy aromat. Z uśmiechem odwróciłam głowę w lewo i zobaczyłam Dracona. Miał zamknięte oczy i opierał się o barierkę tak samo, jak ja. Gdy zorientował się, że się mu przyglądam, przysunął się do mnie tak, że stykaliśmy się ramionami.
- Idealny klimat na randkę, nie sądzisz? – blondyn położył swoją dłoń na mojej. Kolejny śmiały ruch… Ciekawiło mnie, jak daleko dziś zajdzie, albo na ile mu dzisiaj pozwolę.
- Mhm – mruknęłam. – Tak właściwie, to czemu nie zaproponowałeś spotkania w dzień, tylko w okolicach ciszy nocnej?

- Przecież dostałaś karteczkę. Złamiemy parę reguł regulaminu szkolnego – mrugnął do mnie okiem, odwrócił się i odszedł na chwilę w cień, po czym wrócił z dwiema miotłami. – Czas na kolejną z nich.

***

Witajcie, Kochani!
Troszkę musieliście czekać, ale mam nadzieję, że było warto. :)
Jak się domyślacie, kolejny rozdział będzie dotyczył głównie spotkania Draco i Lucy!
Jeśli rozdział wam się spodobał, to zostawcie po sobie komentarz, proszę. c:
Do napisania za dwa/trzy tygodnie!
Będziecie informowani na bieżąco o stanie nowej notki. 
Namarie x

Ev.

12 komentarzy:


  1. "- Chwila… - Ron wciągnął głośno powietrze. – Przecież ty możesz znaleźć się w ciele tych, których kochasz… Będę musiał uważać na to co robię-"
    Jebłam xD
    W ogóle strasznie mi się podobało ich spotkanie. Draco był strasznie słodki, choć wydaje mi się, że coś kombinuje... Twoje żarty na Umbridge są bezcenne a zostało ich.. Właśnie ile? Nie pamiętam, ale znając ciebie, wymyślisz coś wielkiego! W ogóle widzę, że shippujesz Rona z Lizzy tworząc Rizzy. Wolałabym Gizzy. No bo wiesz, George, Lizzy, stara miłość nie rdzewieje xD
    Dużo weny życzę!
    ~ Huncwotka Vicky

    OdpowiedzUsuń
  2. Aaaaaaaaaajjjj!!!
    Ja chcę więcej Draco!!!
    hvhfhutfgdutdrudggfffgdgjhyctddtyuhfggghgfhgghgffftgf... *-*

    Dużo weny i żelków życzę
    Żelcio

    OdpowiedzUsuń
  3. liczyłem że reanimujesz "miłość z kołyski", na razie jest fajnie ale liczę na Hizzy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow! Fajny, lekki rozdział :3
    W dobrych momentach kończysz rozdziały i dzięki temu przyciągasz czytelnika, więc za to wielki plus!
    Warto było czekać i czekam na więcej. :D

    Życzę weny.

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział naprawdę mi się podoba ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nareszcie, tyle czekania ;_;
    Rozdział naprawdę fajny, sądzę, że jeden z lepszych.
    Cieszę się, że wróciłaś c:
    Weny życzę
    ~ Evenstar

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten kawał hahahahhahaha!! Padłam. xD Ciekawe co dalej będzie w związku z tą randką Lucy i Malfoy'a! A i nie mogę się doczekać spotkania w Świńskim Łbie. Brakuje mi Toma! A i sama już nie wiem czy jestem za Lizzy z Harrym czy Lizzy z Ronem czy ona i George. xD

    OdpowiedzUsuń
  8. Kiedy nn? :c Kolejna przerwa?/ Nass

    OdpowiedzUsuń
  9. Hej, hej! Jestem geniuszem, który przeczytał nowy rozdział ponad 2 miesiące po opublikowaniu!
    Ron swoimi tekstami mnie rozwala, jest fantastyczny w Twoim opowiadaniu! :D
    Lucy i Draco... Sama nie wiem co o tym myśleć, zakochałam się w tej parze, chodź z drugiej strony, jakaś część mnie chciałaby również, aby Lucy była z Harrym... No, ale nie można mieć wszystkiego...
    A teraz uwaga planuję Cię zmotywować do napisania nowego rozdziału.
    PROSZĘ NATYCHMIAST ZABRAĆ SIĘ DO PISANIA ROZDZIAŁU, BO JAK NIE TO KAŻDEJ NOCY BĘDĘ CZYHAĆ NA PARAPECIE POD TWOIM OKNEM I BĘDĘ ZABIERAĆ CI CAŁE JEDZENIE Z LODÓWKI!
    Mam nadzieję, że moją argumentacją przekonałam Cię do napisania rozdziału i lada dzień nowy post pojawi się na blogu!

    Pozdrawiam cieplutko! :*
    http://polskaszkolamagii.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Kiedy następny rozdział? Polubiłam Twojego bloga o Lucy, a jutro minie rok od ostatniej notki. Proszę, błagam napisz następny rozdział i nie przestawaj aż do końca! A szczególnie lubię przekomarzanie ze Snapem i dokuczanie Umbridge! Więc błagam PISZ DALEJ, bo dołączę do Kiny! Życzę duuuużo weny! Twoja Lily.

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny rozdział tak jak wszystkie :-D kibicuje im z calego serduszka ❤

    OdpowiedzUsuń
  12. Będą jeszcze jakieś rozdziały? Czy ten blog został opuszczony? Błagam, pisz dalej, bo robisz to świetnie!

    OdpowiedzUsuń